Wtorek, 11 sierpnia 2026
Imieniny: Zuzanna, Klara, Ligia

Piotrkowska Manufaktura: 11 tysięcy metrów kwadratowych historii czeka na nowe życie

Reklamuj sie w tym artykule

Gmach dawnej Piotrkowskiej Manufaktury przy ul. Sulejowskiej do złudzenia przypomina łódzką Manufakturę – tę samą ceglaną architekturę, ten sam rozmach. Ale podczas gdy łódzkie centrum handlowe tętni życiem, piotrkowska „bawełnianka” od lat stoi pusta. Ponad 11 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni na działce większej niż hektar czeka na pomysł, który przywróci jej dawną świetność. Czy historia zatoczy koło i ten wyjątkowy zabytek przemysłowy znów ożyje?

Od fabryki włókienniczej do przemysłowego giganta

Początki sięgają 1896 roku, kiedy to spółka Naftali Frumkin, Mendel Schlosberg i Lejba Wyszewański założyła przy obecnej ulicy Sulejowskiej, w dzielnicy „Na Bugaju”, fabrykę włókienniczą. Już wtedy obiekt składał się z tkalni i farbiarni, a wkrótce dołączyły do nich przędzalnia i oddział apretury. Pierwsza maszyna parowa o mocy 300 KM napędzała zakład zatrudniający 150 osób.

Rozwój był imponujący – w 1903 roku pracę znalazło tu już 442 robotników. Jednak kryzys gospodarczy 1905 roku przerwał produkcję, a budynki przeszły w ręce Petersburskiego Banku Handlowego. Przełom nastąpił w 1911 roku, gdy obiekty wykupiła spółka łódzkich przemysłowców Poznański, Silberstein i Ska, włączając piotrkowskie zakłady do potężnego koncernu włókienniczego Silbersteinów. To wtedy rozpoczęto budowę charakterystycznego, czterokondygnacyjnego budynku przędzalni wełny.

Złota era i wojenna zawierucha

W 1919 roku fabryka otrzymała nazwę Zakłady Włókiennicze – Piotrkowska Manufaktura „Bugaj”. W okresie międzywojennym zakład był jednym z filarów lokalnej gospodarki, zatrudniając nawet 700 pracowników. Działały tu przędzalnia wełny, tkalnia, farbiarnia i wykańczalnia, a napęd zapewniała maszyna parowa o mocy 1500 KM oraz silnik elektryczny o mocy 255 KM. W 1930 roku obroty sięgnęły 5 milionów złotych.

II wojna światowa brutalnie przerwała ten rozwój. Zakład przejęli Niemcy, którzy przestawili produkcję na potrzeby wojska – wytwarzano tu części do samolotów oraz drewniane baraki. Po wojnie, w 1947 roku, fabryka została upaństwowiona. W jej murach działały najpierw Piotrkowskie Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego im. Marcelego Nowotki i fabryka mebli, a następnie Zakłady Przemysłu Bawełnianego „Sigmatex”, nazywane przez piotrkowian „bawełnianką”. Zakład funkcjonował aż do 1992 roku.

Architektoniczna perełka z wieżą ciśnień

Po latach świetności pozostał okazały, czterokondygnacyjny budynek zaprojektowany przez inż. Józefa Majchrowskiego. Jego wizytówką jest wbudowana w bryłę wieża ciśnień z klatką schodową, mieszcząca niegdyś zbiornik wody o pojemności 40 metrów sześciennych. To właśnie ta wieża, wraz z całym budynkiem przędzalni, została gruntownie wyremontowana w 2006 roku, gdy planowano tu centrum handlowo-rozrywkowe. Co ciekawe, obecny kształt nadał jej ten sam projektant, który odpowiada za wygląd łódzkiej Manufaktury – Jerzy Lutomski.

Dziś budynek stoi pusty, ale wciąż robi wrażenie. Na działce o powierzchni ponad hektara mógłby powstać kompleks handlowy, biurowy, kulturalny czy mieszkalny. W okresie międzywojennym dla pracowników fabryki wzniesiono cztery budynki mieszkalne, tzw. familiaki, tworząc niewielkie osiedle przyfabryczne. To świadczy o tym, jak ważnym miejscem była Manufaktura dla całej społeczności Piotrkowa.

Dlaczego to ważne dla Piotrkowa?

Losy Piotrkowskiej Manufaktury to nie tylko historia jednego budynku. To opowieść o mieście, które przez dekady było przemysłowym zagłębiem. Utrzymanie zabytku w dobrym stanie i znalezienie dla niego nowej funkcji to szansa na ożywienie gospodarcze okolicy, nowe miejsca pracy i przyciągnięcie turystów. Łódzka Manufaktura pokazuje, że pofabryczne przestrzenie mogą stać się tętniącymi życiem centrami – Piotrków wciąż czeka na swoją szansę.

Co dalej z „bawełnianką”?

Na razie nie wiadomo, kto i kiedy podejmie wyzwanie. Budynek wymaga nakładów, ale jego potencjał jest ogromny. Lokalne władze i mieszkańcy od lat liczą, że znajdzie się inwestor, który dostrzeże w tej ceglanej perełce coś więcej niż tylko mury. Czy Piotrkowska Manufaktura podzieli los swojej łódzkiej imienniczki? Czas pokaże, ale jedno jest pewne – to jeden z najważniejszych zabytków przemysłowych w regionie, który zasługuje na drugie życie.

Informacje przekazał portal historyczny poświęcony dziejom Piotrkowa Trybunalskiego.

Źródło: zobacz oryginał

Zgłoś poprawkę do redakcji

Jeśli zauważyłeś błąd merytoryczny, nieścisłość lub chcesz sprostować informację - napisz do nas. Twoje zgłoszenie trafi bezpośrednio do redakcji.

Odpiszemy na podany adres e-mail.

Komentarze (0)

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!